Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
nie zamykajmy drzwi przed światem.....
#1
Odpowiedź na felieton pod tym samym tytułem w gazecie Czas Kobylanki.

Coś o szczelnych płotach i braku akcetpacji obcych.
Nie każdy Panie Redaktorze jest osobą, której podstawowe miejsce życia to tłum, i dnia nie może przeżyć bez odwiedzenia sąsiadów czy udziału w jakiejś imprezie.
Jak naprzykład ja.
Wolę wieś od miasta. Uwielbiam sobie grzebać w ogródku, sadzić kwiatki, robić przetwory na zimę, a co do ludzi to czas spędzam głównie z rodziną i w większości zwiedzam miejsca, które zachwycają przyrodniczo a nie urbanistycznie. Nie udzielam się, nie uczestniczę w festynach, imprezach bo nie lubię. Wolny kraj - wolny wybór spedzania wolnego czasu. I nie czuję się jak bym żyła w koszarach. Na ulicy mieszkańcy, którzy się znają pozdrawiają się nawzajem, a dzieci moich sąsiadów krzyczą z daleka "dzień dobry" jak tylko mnie zobaczą. Panie w sklepie, na poczcie, czy w aptece przesympatyczne. A ostatnio nawet ja, która nigdzie nie chodzi (na ostatnim byłam chyba z 5 lat temu), odwiedziłam festyn z okazji dnia Kobylanki. I powiem, że byłam mile zaskoczona. Fajna lokalna impreza.
Chyba mieszkamy w innych światach, albo ròżnimy się sposobem percepcji rzeczywistości.
Ale nie o tym mowa. Właściwym pytaniem jest: po co ten artykuł? Czemu ma służyć  i co dobrego przyniesie lokalnej społeczności? Przesłaniem felietonu jest że ludzie się poogradzali i się nie integrują. 
Jedną z funkcji mediów lokalnych jest funkcja integrowania społeczności lokalnej, budowanie poczucia więzi, dumy z przynależności do lokalnej społeczności  a także motywowanie i inicjowanie wspólnych aktywności. A tego w artykule nie ma. Nikt niczego nie proponuje. Ogólnie w obydwu naszych gazetach nikt niczego nie proponuje, a tylko dominują artykuły w których ktoś kogoś oskarża, ewentualnie sprawozdania z czegoś, co się wydarzyło.
Więc chociaż sama nie uczestniczę, może też dlatego, że w palecie lokalnych propozycji nie ma takich w których sama chciałabym uczestniczyć, nie odbieram innym prawa do tego, że chcą się spotykać i wpólnie spędzać czas tłumnie.
Posiadamy w gminie Gminny Ośrodek Kultury i jak sama nazwa wskazuje, jest to miejsce, w którym mieszkańcy gminy mogą oddawać wspólnie czynnościom kulturalnym. GOK oferuje i owszem, jakieś zajęcia, ale nie ma takich projektów w których mieszkańcy mogliby uczestniczyć bez zobowiązań i zapisywania. W samym budynku, oprócz głównej sali są też inne pomieszczenia. a także plac wokół.
Dlatego gdyby.......
1. A gdyby tak zorganizować strefę malucha w GOk? Te nasze młode mamy mogłyby się spotkać we własnym gronie a i dzieciakom taka socjalizacja by się przydała. Najlepszy czas - miedzy 11 a 12.30. To taki czas, kiedy większość Pań pracujących w domu łapie tzw. wolną chwilę, no bo już posprzątane a do obiadu jeszcze chwilę.
2. W czasie, gdy mamy piją kawkę w miłym towarzystwie, Pani Bibliotekarka albo któraś z miłych mam, dla wszystkich dzieci, które jeszcze nie chodzą do szkoły, czyta bajki. Na przykład  od 12 do 12.30.
Fajnie nie? A jaka atrakcja dla dzieci!
3. A teraz coś dla starszych. Five o'clock dla seniorów. Od 17 do 18.30 przy herbatce i ciasteczkach można przyjść, posiedzieć. i porozmawiać. Nawet o niczym. Po prostu by było miejsce, gdzie starszy człowiek może przyjść i posiedzieć gdy potrzebuje. Latem przed gok wystawić można stoliki i parasolkę.
4. W nawiązaniu do tych bajek- jest przecież rok sienkiewiczowski. To może o 18 do 18.30 czytanie Sienkiewicza? W czasie swojego życia nasz noblista sam jeździł po wsiach i miasteczkach i czytał mieszkańcom swoje powieści. Odczyty te były niezwykle popularne i przyczyniły się do wzmocnienia patriotyzmu wśród Polaków. 
5. Nie zapominając o dzieciach - może od 15 do 15.30 świat planszówek? Warcaby, szachy, monopol i co tam jeszcze, może to i głupie i powiecie, że dzieci dziś nie bawią się planszówkami tylko grają na komputerach, 
ale nie o to chodzi. Chodzi o stworzenie przestrzeni dla nich, miejsca gdzie przyjdą i będzie to miejsce specjalnie dla nich. I jak zamiast grać będą się rzucać pionkami i hałasować to też nie szkodzi, z czasem może się zainteresują. A jak w goku nie ma planszówek to ja chętnie się dorzuce i przyniose swoje. Zresztą w każdym domu pewnie leżą takie zakurzone pudełka.
6. A dlaczego nie ma u nas teatru amatorskiego? Takiego, że sami gramy, sami reżyserujemy, sami robimy kostiumy. Nawet jeśli nie ma wielu chętnych, to przecież naprawdę wystarczą dwie osoby  żeby wystawić monodram.
7. Jak teatr dla dorosłych to dlaczego nie dla dzieci - rezyserem może być jedna z mam.
8. Dawno temu do Kobylanki przyjeżdzało kino objazdowe. 
Jest scena, wystarczy jakiś rzutnik i mamy..... niedzielne poranki dla dzieci o 10 albo kino dla dorosłych.
9. Brakuje mam integracji - a gdyby tak w każdą sobotę o 16 koło gok rozpalać ognisko i każdy mógł przyjśc z własną kiełbaską na wpólnego grila?
10. Raz w tygodniu brydżyk?
11. Bingo w niedzielne popołudnia np o 15?
12. Niektórzy mieszkańcy biegają. Można biegać wspólnie np. grupa poranna o 10 a popołudniowa o 19 spotkanie przy gok
13. Grupa nordic walking  o 18 - propozycja
14. Rowerkowo - o 15 maluchy na rowerkach z mamami.
15. A jeszcze mamy mieszkańców jeżdzących na rolkach.
16. W Stargardzie mają grupę "Stargard na rowerach" zwiedzającą na rowerach okolice miasta. Kobylańska grupa sobota godzina 9?
17. Program Otwarte Ogrody - od maja do października w każdą niedzielę od 14 do 18 po 2 -4 ogrody do odwiedzenia. Mieszkańcy mogą się pochwalić a odwiedzający podpatrzyć nowinki ogrodnicze.


I tak dalej i tak dalej...
Ja już wymyśliłam 17 sposobów rozruszania lokalnej społeczności.
Skoro czynniki opiniotwórcze nie potrafią to może im pomóżmy. Może te moje pomysły są głupie i w większości nie do zrealizowania, ale to zawsze więcej niż brak pomysłów i to za psie grosze.
Zapraszam do kontynuacji.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości