Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
czy Ziemia nas kocha?
#1
W dzisiejszym poście będę prosić Was o roztrzygnięcie we własnych sumieniach sensu i kierunku w którym podąża ludzkość, a my wraz z nią. Rozpatrywać będziemy problem globalnie, a nawet powiedziałabym, planetarnie!


Czy według Was nasza planeta poprzez własne mechanizmy prowadzi ludzkość do zagłady, jako przejaw wewnętrzych, wręcz kosmicznych praw natury? 
Tak więc żadna polityka jednego dziecka, czy po cichu wdrażane programy eugeniczne w różnych częściach świata nie mają w zasadzie żadnego znaczenia. Natomiast nagle gwałtownie wzrastająca ilość ludzi zaliczanych do mniejszości LGBTQ jest w zasadzie elementem samoregulacji planety. Przecież nie można mieć pretensji do tych osób, że są takie jakie są, takie się urodziły i tak zbudowana jest ich psychika. I żadne egzorcyzmy, czy woo doo nad nimi tego nie zmieni. Program został wdrukowany w osobę przez Matkę Naturę w chwili gdy uruchomiły się pierwsze geny.
Nikt nie ma pretensji do osób niepełnosprawnych, że urodziły się z niepełnosprawnością, a wręcz przeciwnie, humanitaryzm polega na tym, by osoby takie objąć szczególną opieką. Dawniej niepełnosprawność eliminowano ze społeczeństwa, na przykład w antycznej Sparcie zrzucano noworodki ze skały.
I proszę mnie nie ciągnąć za słowka za porównanie LGBTQ do niepełnosprawności, czy tendencje homofobiczne albo rasistowskie! 
W tym akurat miejscu rozmawiamy o prawach natury, więc w sensie darwinowskim ani niepełnosprawność, ani odmienna seksualność, nie źródłem przetrwania gatunku.
Natomiast stosunek poszczególnej osoby do tych zagadnień jest już wyrazem jego osobistego człowieczeństwa.
Ten punkt widzenia zilustrować można zatem takim tekstem:

http://www.physicsoflife.pl/dict/ekspery...houna.html


Z drugiego punktu widzenia, sami siebie prowadzimy do upadku, poprzez własne upodlenie, zniszczenie więzi międzyludzkich, rozerwanie struktur społecznych i powszechną "sogomię i gomorię". Poprzez własne chore umysły, bądź umysły psychopatycznych inżynierów społecznych, dążących do zniewolenia ludzkości i własnego panowania nad światem zamienionych w zombi rzesz niewolników. 
Dajemy się uwieść na własne życzenie destrukcyjnym, hedonistycznym celom cywilizacji konsumpcji.
Koniec zaś będzie jeden - upadek. 
Po nas tylko karaluchy.

Dla zobrazowania tego trendu:
http://www.prisonplanet.pl/kultura/szkol...1370211198
Odpowiedz
#2
Od wczoraj mam takie wrażenie, że mogłam komuś nieopatrznie sprawić przykrość niefortunnym porównaniem. Więc jeśli komuś było przykro - to przepraszam.

Wyrazając się bardziej precyzyjnie - na świecie rodzą się ludzie, którzy w znacznym stopniu różnią się od "mediany" swoją widoczną niepełnosprawnością. Coś musiało się stać w genomie tej osoby lub jej życiu płodowym, że urodziła się właśnie taka, i nie obarcza się jej odpowiedzialnością za ten fakt, bo to bez sensu. Fakt ewentualnej dyskryminacji wynika tu czy to ze strachu przed odmiennościa, czy innych kulturowych zachowań.

W eksperymencie Calhour'na, odmienność seksualna pojawia się jako mechanizm ograniczający przyrost populacji. 
Chociaż, tu pojawia się pytanie, czy ta pierwsza mysz, zrobiła, to co zrobiła, mając na celu polepszenie warunków swojego mysiego życia- czyli jednak element społeczny, czy był to desperacki akt odwagi ujawnienia swoich preferencji seksualnych?
Jak dłużej zastanawiam się nad tym eksperymentem, to jest on dla mnie niesłychanie ciekawy i dostarcza mi coraz to nowych interesujących wniosków.
 Ale pewnie dla niektórych ciekawsze są pokemony.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości