Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
ale wiocha!
#1
Co niektórzy traktują Koła Gospodyń Wiejskich, jak miejsce, gdzie starzejące się baby, po odchowaniu dzieci spotykają się żeby wspólnie popichcić. Jakby nie wystarczało im wyżywanie się kulinarnie we własnej kuchni, karmienie swoimi specjałami członków rodziny, to jeszcze chcą serwować zgniły bigos mieszkańcom gminy na festynach. Sama formuła KGW kajarzy się im zaś z pozostałością poprzedniego systemu. Ogólnie skansen i wiocha!
Koła Gospodyń Wiejskich powstały w XIX wieku i niodły kaganek oświaty na wsi. Uczyły higieny, gospodarowania, wprowadzały nowinki, prowadziły edukację http://kobietynawsi.pl/Stowarzyszenie-Zj...-Ziemianek   A wśród włościanek   http://ogrodyplaskowickiej.weebly.com/     Słowem wiejska elita. Po wojnie kobiety wiejskie zbierały się by wspólnie sobie pomagać, uczyły się szycia, rozprowadzały deficytowe towary, które władza ludowa im łaskawie udzielała, wspólnie gotowały, świętowały i podtrzymywały, jak umiały, tradycję. A tam, gdzie wzorów tradycji zabrakło, wymyślały własną. 
Wieś, prodzę Państwa, bez tej kultuty kobiecej marnieje, popada w marazm i gnuśnieje. Bez tego spoiwa, jakim są wiejskie organizacje kobiece nie ma współczesnej mądrej wsi i gminy. 
 Są światłe kobiety i one domagają się więcej, bo więcej wiedzą. Są operatywniejsze i mądrzejsze z każdej dziedziny życia. Ale to się jeszcze wciąż spotyka, że „co tam kobiety", to się, cholerstwo, dalej utrzymuje, mimo że żyjemy już w dwudziestym pierwszym wieku. A co jest warty świat bez kobiet? To już nawet nie jest ważne czy w mieście czy na wsi. Kobiety zawsze z czymś wyjdą i potrafią coś wywalczyć. Spory? A, bywa, nie trzeba się kłócić, ale nikt nie jest święty, zwady są, ale do wyjaśnienia,- jak coś jest to trzeba po prostu sobie powiedzieć - i ok.!   
http://kobietynawsi.pl/Gdzie-kucharek-sz...ra-kwitnie

Świat się zmienia, i rola, jaką mają do spełnienia kobiety na wsi też ewoluowała. W czasach pełnym dóbr, nie trzeba rozprowadzać paszy, uczyć się gotować pysznie z niczego, czy artystycznego cerowania dziur w rajstopach. Dziś to raczej odtwarzanie tradycji, sięganie do wpomnień i dawnych przepisów naszych babć i prababek, odkrywanie historii i własnych kulturowych korzeni.
Organizacje kobiece przybierają różną formę, a Panie zajmują się jeszcze wieloma innymi sprawami oprócz gotowania. Zawsze jednak dopasowują się do aktualnych potrzeb swojej lokalnej społeczności.  
Dla mnie wszystko jedno jak to się nazywa - KGW, stowarzyszenie czy grupa nieformalna. Ważne, że jest to cudowna kobieca inicjatywa.
Tu polecam taki raport http://stocznia.org.pl/publikacje/kola-g...od-kuchni/    
lub       http://rme.cbr.net.pl/index.php/archiwum...woczesnosc 

Mieliśmy ostatnio w Bielkowie przykład takiego odkrywania tradycji pokoleniowej. Panie z PTS skupiły się na kulinarnych wyrobach przekazywanych w swoich rodzinach.
Pamiętam także takie babcine potrawy. Pamiętam pierogi na bogato, ze wszystkim: z kapustą, grzybami, smażoną cebulką i płuckami. Pierogi lepione metodą na kopytko, czyli wałki ciasta krojone na cząstki jak kopytka, a potem rozwałkowywane. Pierogi były wielkie jak dłoń, i wystarczyły dwa, żeby się najeść. Babcia mówiła, że na wschodzie taki pieróg robiono jeden, i zapiekano na złoto. Z innych gatunków były ruskie i z jagodami. Innych nie robiła, bo "biedy u nas nie ma, żeby robić pierogi z ziemniaków i kaszy".  Pamiętam też faszerowane podrobami z zieloną pietruszką kacze szyjki z piekarnika, oraz wielkie kluski z ziemniaków (podobne do kartaczy, tylko bez nadzienia) podawane w głebokim talerzu ze smażoną na słoninie cebulką i ... zalewane gorącym mlekiem. Dziś taki zestaw powodowałby co najmniej roztrój żołądka. Zupy jak żurek, buraczkowa (coś jak barszcz ukrainski), czasem szczawiowa, były z ziemniakami polanymi smażoną celulką zawsze osobno, na odzielnym talerzyku. Kuti nie robiła, bo za słodka, a mówiła na tą potrawę "kucia". I do wszystkiego smalec, w takich ilościach, że w dzisiejszych czasach to normalnie miażdżyca murowana. 

Każdy z nas ma w pamięci takie smaki dzieciństwa, niektóre też pochodzą z kresów. Wiele z nich daje się odtworzyć, bo na szczęście ulubione potrawy z kulturalnego dziedzictwa zachowują się najdłużej 
http://kresy24.pl/category/kuchnia-kresowa/
Cała reszta popada w zapomnienie. Stroje ludowe, hafty, rękodzieło, zwyczaje, obrzędy, tańce i pieśni.

Kresy to nie tylko Wołyń, o którym teraz tak głośno. To także wileńskie, nowogródzkie, poleskie, tarnopolskie, stanisławowskie, część białostockiego i lubelskiego oraz lwowskie, z którego przyjechał obraz z kościoła w Bielkowie. 
Kto nie wie, skąd wywodzi się jego rodzina, a wie, że przybyła transportem z Syberii, lub jakiejś formie repatriacji, informacje być może znajdzie w bazie IPN. Nazwisko babci, najczęściej panieńskie, wpisywać proszę tu   http://straty.pl/index.php/szukaj-w-bazie    

Spójrzmy, co dzieje się na Ukrainie. Młode państwo szuka swojej tożsamości w kontynuacji Rusi Kijowskiej i wchłania wszystko, co powstało ludowego powstało na ich terenie. Ich niektóre targowiska wyglądają tak   http://uantoniny.blogspot.com/2014/09/kr...-targ.html     a nasze https://www.google.pl/search?q=targowisk...oxNtgOM%3A 

Jak odtwarzać historię naszych rodzin, gdzie szukać, jak wskrzeszać tradycję? Można szukać samemu, choćby tak
https://www.google.pl/search?q=lw%C3%B3w...j8LBFJM%3A
http://www.muzeumkresow.eu/wystawy/archi...lubaczowie
http://polesie.org/1418/sezon-jarmarkowy...ozpoczety/
http://www.rymacze.pl/ludowe.html
http://wiano.eu/muzea-i-skanseny
http://patternsofeurope.pl/tradycyjne-wz...e-strojow/
http://www.muzeumochla.pl/Dzialy/Dzial-S...-od-B-do-F
http://obc.opole.pl/dlibra/docmetadata?id=6506

Całe szczęście, my Polacy, mamy dorobek cudownego etnografa, muzyka, który swoje życie poświęcił zbieraniu twórczości i obyczajów ludowych http://www.oskarkolberg.pl/pl-PL/Page/64 
A pasjonaci kultury ludowej odtwarzają te zapiski
http://akademiakolberga.pl
http://www.muzykatradycyjna.pl/pl/progra...w-tradycji

A w naszej gminie? Cóż przydałby się dobry historyk lub etnograf, żeby to wszystko uporządkować!!!

Coś więcej? Wzrosło ostatnio zainteresowanie mieszkańców dawną historią Kublank i gminy  
http://www.wiescizkobylanki.pl/drang-nac...rekreacji/     


Czy to oznacza wskrzeszenie tradycji tych, których domy zajmujemy? 
Mamy więc strój pyrzycki     http://www.cyfrowaetnografia.pl/dlibra/d...ta?id=5292   
http://strojeludowe.net/#/pyrzycki/1/0/      i tradyckie pomorskie kontynuowane..... w Brazylii http://massovia.blogspot.com/2010/02/pom...ltury.html        

Gdy jednak ktoś nie chce kultywować tradycji w zwyczaju niemieckim, można oprzeć się na takim wzorze:
Anna B. Kowalska, Krzysztof Kowalski "Wczesnośredniowieczna osada w Kunowie, gm. Kobylanka" Materiały Zachodniopomorskie, Nowa Seria t.VIII 2001z.1 Archeologia s. 293-308
Stąd zamiast stroju pyrzyckiego mamy Pyrzyczan
http://www.udyomedia.pl/def-Pyrzyczanie.html
https://pl.m.wikisource.org/wiki/Encyklo...i_zwyczaje
Miedwiańskie Wianki nabrałyby wtedy wspaniałej oprawy   http://forum.przyszloscwprzeszlosci.pl/s...e-t74.html
Moźna by uszyć kobiecy strój   http://jaromira-dalebora.blogspot.com/20...odnia.html        lub 
http://historiaikostiumy.blogspot.com/20...biecy.html
Czy gotować starodawne potrawy tak http://www.freha.pl/index.php?showforum=12 lub tak http://www.luczaj.com/jadalne.htm 
Jako źródło wiedzy - chyba najlepiej zacząć od http://muzeum-stargard.pl

Panie z inicjatyw kobiecych często ubierają wspólne stroje, odróżniające je od innych grup - stroje ludowe, regionalne, tradycyjne. KGW w Kobylance też wybrało sobie własny strój dla swojej grupy. To koło kontynuuje tradycje swoich poprzedniczek z Koła KGW utworzonego w czasach komuny. Wytworzyły one taką tradycję, jaką potrafiły sklecić z przesiedleńczych puzzli i taką, na jaką pozwoliła im władza ludowa. Ale naszą, własną. I to już jest nasza własna, gminna kultura niematerialna.
Latka mijają, i prawie wszyscy powymieniali już w domach stare segmenty na nowy design, i to, co proponuje KGW też już jest niemodne. Ale kultury niematerialnej nie da się odkupić na pchlim targu lub allegro, gdy to, co stare, po paru latach staje się kultowe. 
Panie, jako wyróżniający strój kupiły sobie dzinsowe sukienki, jakby podświadomie wracały do historii rodem z PRL. I nie ma co się z tego wyśmiewać i szydzić, tylko pomagać, by nie przerzuciły się na jakiś nowocześniejszy model, a trwały w gminnej tradycji, która też już może być kultowa. 
Może należałoby tylko podejść do tego z tzw  biglem, czyli może właśnie ten bigos i inne prl-owskie cuda. Niektóre KGW potrafią się bawić taką konwencją http://www.bobrowo.org.pl/asp/pl_mobile....tykul=1225 
Warto czasem przypomnieć sobie, a tym, co tych czasów nie znają, pokazać
http://przystanekprl.pl/#
http://culture.pl/pl/artykul/kuchnia-prl...ansowanych
https://usosweb.uw.edu.pl/kontroler.php?...M-MON-PPRL
http://culture.pl/pl/artykul/kultowe-polskie-dobranocki
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości