Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
kobylańskie paradygmaciki
#1
Cóż, znów bredzić będę o paradygmacie, jak to ktoś napisał na naszych kobylańskich stronach. Z tym, że może tym razem nie o paradygmacie, a raczej jednym z wielu gminnych paradygmacików. 

Doprawdy, z wielką ciekawością i życzliwością śledzę gminne dyskusje o problemach i problemikach naszej małej gminy. Jednym z nich jest na przykład etat dyrektora GOK. Czytam więc o tym, który dyrektor co zrobił, kto jest z czyjego nadania, albo kto kogo szykuje na to intratne gminne stanowisko, by umościć mu ciepłą posadkę za samorządową (czyli z naszych podatków) kasę, lub też komu wójt się opłaca obsadzając stanowisko dla zyskania poparcia, tudzież tworząc koalicję. I co ma nazwisko prezydenta, budowania nowego narodu polskiego w duchu katolickim do obsadzania stanowiska dyrektora prowincjonalnego domu kultury?

Cudowne są te forumowe dyskusje! Ale co z tym wspólnego ma paradygmat? Otóż dyskusje toczą się na temat kto będzie nowym dyrektorem GOK, jak by to była jakaś prawda objawiona, kobylański niepodważalny dogmat, a może skromny paradygmacik, że w Kobylance w ogóle musi być dyrektor GOK?
Zmieniając jeden paradygmacik, pojawia się w ten sposób pytanie, czy na pewno nam, mieszkańcom Gminy Kobylanka, ten dyrektor jest potrzebny?

Co my mieszkańcy gminy, z faktu posiadania dyrektora GOKu mamy? Ani nasze dzieciaki nie mają się gdzie przytulić, ani my sami z tej wątpliwej jakości atrakcji kulturalnym nie za bardzo korzystamy, bo ani to ciekawe, a nas samych traktuje się co najwyżej jak petentów kulturalnych o świadomości kulturalnej gimnazjalisty (bez urazy dla gimnazjalisty, a oznacza to mniej więcej, że nikt za bardzo nie wie jak usługę dostosowaną do mieszkańców zorganizować). W tym miejscu, nazywanym szumnie Gminnym Ośrodkiem Kultury, nie ma ani jednej pracowni, rozwijającej pasje twórcze, nie ma warsztatów dla mieszkańców, bo chyba są za głupi na takie imprezy, lepiej organizować letnie warsztaty międzynarodowe dla prawdziwych artystów. A jak spoglądam na plakaty, to albo to organizuje sołtys i rada sołecka, albo KGW szykuje jakieś potańcówki, albo kluby piłkarskie sportowe atrakcje. To po co nam dyrektor?

Czy gmina o liczebności około 6000 mieszkańców ( podaję tę liczbę za wójtem z jakiegoś nagrania) potrzebuje dyrektora od kultury? Rozumiem, gdyby było nas z 15000, ale dla 6000?

Teraz trochę finansów. Etat prawdopodobnie kosztuje gminę z wszystkimi zusami, żeby nikogo nie obrazić, z 4000 zł miesięcznie (trochę pogrzebałam na BIPie). Za cztery koła z łatwością znajdziemy jakieś quasi-artystyczne firemki, które trzy razy w miesiącu razy trzy godziny wyprodukują trafiające w różne gusta performansy dla wieśniaków. Abstrahuje przy tym od faktu, ilu znajomym może się władza w ten sposób odwdzięczyć. 
Pozostają zajecia stałe oraz gazeta, które podpinamy pod stanowisko ds oświaty, rozszerzając  zakres obowiązków o kulturę. Sprawy przywieź, wywieź, załatw podłączamy pod analogiczne stanowisko w gminie. A porządkiem i dystrybucją kluczy może się zająć nowy strażnik wiejski. Pani z biblioteki (z całym szacunkiem do Pani z biblioteki) obluka ogólny porządek, jak coś nie tak, telefon do strażnika. I tak wszystko rozdysponowane.
Co do letnich uroczystości to wszystko po staremu. Panie z KGW pichcą, zespoły jak zawsze występują ( co najwyżej mogą się pokłócić o kolejność), paramilitarni w swoim kącie, piwo się leje, kiełbaski smażą. Przecież każdy wie co ma robić. Szkoły obstawiają Dzień Dziecka i Dni Kobylanki, ci z Morzyczyna amfiteatr, kobitki stragany i delikatesy, ksiądz msze dziękczynne. Podział ról jak w dobrym małżeństwie.

Jak by dalej prowadzić takie rozważania, to zamiast zewnętrznych dostarczycieli kultury, można zastosować myk z zatrudnieniem wewnętrznym. Czyli na początek koło fortuny - losowanie miesiąca przez sołectwo. Po czym, każde sołectwo ma przygotować trzy imprezy kulturalne w wylosowanym miesiącu w GOK. Za fatygę niech ma z 1/3 pensji dyrektrora (uśrednijmy do 1500, które ma obowiązek wykorzystać na działania kulturalne we własnej wsi), a pozostałą kwotę rozdysponuje wg uznania na trzy działania artystyczne dla wszystkich mieszkańców gminy. Sołectw mamy 10, więc obstawimy cały rok oprócz wakacji, gdzie działamy wspólnie. 

Gminne Perpetum Mobile!

Pamiętajmy, że sołectwo to nie tylko sołtys i rada sołecka, ale KGW i OSP, jak we wsi jest, to klub sportowy, organizacja, szkoła do której chodzą dzieci, nadleśnictwo, koła łowieckie, firmy, parafia.
Takie np Reptowo, jak będzie wiedziało że ich przewodnictwo w kulturze wypada za cztery miesiące, miałoby czas przygotować jakiś spektakl, Bielkowo mogłoby dać popis kultury kresowej, Kunowo z klubem karate miesiąc kultury wschodu, a Cisewo, które ma leśnictwo, święto lasu z zawodami drwali, dzikiem z ogniska i potrawami z runa leśnego. 

Ważne, że moglibyśmy zacząć współpracować, powoli tworzyć kulturę dla nas mieszkańców, taką jak chcemy i jakiej potrzebujemy.

A wszystko to z powodu rozważań o jednym małym kobylańskim paradygmaciku.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości