Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Krytyka tendencyjna i złośliwa
#1
Pobudki i intencje krytyki złośliwej

Czym różni się krytyka złośliwa i destrukcyjna od konstruktywnej – jeśli nie życzliwej, to w każdym razie dążącej do obiektywizmu?
Motywowana jest negatywnym uprzedzeniem (aż do obsesji), skrajną stronniczością, złą wolą – tzn. intencją zaszkodzenia rywalowi za wszelką cenę, nawet za cenę szkód społecznych (a niekiedy i własnych – „byle mu dołożyć”). Zawziętość w zwalczaniu kogoś posunięta jest tak daleko, że gotowi jesteśmy ignorować, podważać, kwestionować, przekreślać, a nawet samemu gorliwie zwalczać również to, co jest ewidentnym i właściwie bezdyskusyjnym atutem, osiągnięciem, zasługą, co dobrze służy wszystkim i cieszy się uzasadnionym uznaniem. Również to? Przede wszystkim to! Siła emocji negatywnych (zawiści lub nienawiści) jest tak wielka, że jeszcze bardziej niż rzeczywiste lub domniemane wady, błędy czy grzechy drugiej strony bolą nas osiągnięcia podmiotu obdarzanego niechęcią i wrogością. Tego, co dobrze miałoby o nim świadczyć i zapewniać mu uznanie, podziw, wdzięczność – tym bardziej nie możemy mu wybaczyć. Nie znosimy go nie tyle za to, że rzekomo jest „tak kiepski”, ale za to, że niestety jest „dobry” albo co gorsza „świetny”.
Dlatego też nacechowana jest programowo tendencyjnym nastawieniem. Krytyk złośliwy gotów jest uczynić wszystko, aby przez uogólnianie i wyolbrzymienie wszelkich możliwych wad odwrócić uwagę od siebie lub na zasadzie kontrastu dla takiego negatywu wydać się kimś lepszym – albo zgoła ideałem. Obraz zjawisk (podmiotu zwalczanego jako takiego oraz jego konkretnych cech, wysiłków i dokonań) podporządkowany jest chęci „postawienia na swoim” nawet kosztem prawdy i sprawiedliwości, nawet za cenę ocen i zarzutów nieuzasadnionych, naciąganych i niesprawiedliwych.
Brak umiaru w krytyce, jej nieadekwatność i jednostronność, przekształcanie raczej w dowód własnej wyższości niż w świadectwo troski o dobro wspólne i cudze, nierespektowanie zasady wzajemności (mnie wolno krytykować innych – i to ostro, bezkompromisowo; natomiast krytyka w stosunku do mnie to nietakt, niesprawiedliwość i oczywisty błąd) to przywary, które podważyły niejedną przyjaźń, niejeden sojusz czy jakiekolwiek współdziałanie we wspólnym celu. Kiedy jednak w grę wchodzi założony z góry antagonizm, zamiar osiągnięcia przewagi, wykazania wyższości, pokonania drugiej strony – to wtedy krytyk zapalczywy rzadko ogląda się na zasady i własne wątpliwości, interesuje go głównie przebojowość czołgu lub walca.
Stefan Garczyński wiąże złośliwy i wręcz destrukcyjny charakter krytyki z kilkoma pobudkami, tak czy inaczej wynikającymi z emocji negatywnych:
Krytyka ma charakter napastliwego czepiania się, gdy nie jest czysta w intencji, gdy jej motorem jest zazdrość, wrogość, złość na siebie, samoobrona, dążenie do podkreślania własnych zalet, wywyższanie się, pretensje.

W każdym z tych przypadków motywacja przytyków, niekorzystnych ocen, zarzutów jest negatywna, gdyż krytyk chce nie tyle sam stworzyć coś dobrego i lepszego, przedstawić pożyteczną i wiarygodną alternatywę dla obiektu krytyki w postaci własnych propozycji czy dzieł, ile odreagować swoje uczucia przykrości, frustracje, poprawić własne samopoczucie kosztem drugiej strony.
Zawiść. Człowiek zawistny krytykuje przede wszystkim po to, by wykazać, że powodzenie innych pochodzi nie stąd, że są lepsi od niego, lecz stąd, że są gorsi. Pomniejsza cudze talenty i osiągnięcia, napomyka o krętych drogach, protekcjach, zaprzedaniu się. I wierzy w to, co mówi.
Poza oczywistą intencją pociechy, kompensacji własnych niepowodzeń, potknięć czy trwałych słabości, widoczna jest w tym wypadku również potrzeba odwrócenia uwagi od swoich defektów i podwyższenia własnej samooceny oraz pozycji. Ten, kto ocenia innych, w pewnym sensie sytuuje się ponad nimi.
Wrogość. Człowiek opętany nienawiścią ma wyostrzoną spostrzegawczość i pamięć w stosunku do wad, pośliźnięć i błędów obiektu swych wrogich uczuć. Ze złośliwą pasją maluje jego obraz. Krytykuje wprost, by dokuczyć, lub za plecami, by osłabić pozycję „wroga”. Słowem, krytyką nazywane jest tu górnolotnie dość przyziemne, trywialne nastawienie: aby kąsać, szarpać za nogawki, a jeśli się da, to zniszczyć.
Niekoniecznie jednak takie akty agresji podejmowane są z premedytacją, „na zimno”. Silne namiętności sprawiają, że równie dobrze mogą to być wypowiedzi, komentarze czy zachowania konwencjonalne o zabarwieniu emocjonalnym – egzaltowane, histeryczne czy euforyczne:
Charakterystyczną cechą krytyki płynącej z zawiści lub nienawiści jest radosne podniecenie. Życzliwemu odkrycie w kimś wady sprawia przykrość. Jeszcze większą przykrością jest konieczność wytknięcia jej. Ale człowiek zawistny i opętany nienawiścią rzuca się na dostrzeżoną usterkę jak jastrząb na chorego gołębia. Triumf przebija w jego głosie. Jego celem jest nie pomóc, lecz ośmieszyć, nie wzmocnić, lecz dokuczyć, nie poprawić, lecz zniszczyć. Krytyk wrogi z pogardą odrzuca próby usprawiedliwień. Gdyby przyjął jego usprawiedliwienie, ułatwiłby „strawienie” krytyki i skorzystanie z niej. Lecz przecież celem krytyka wrogiego jest siec, a nie pomagać.
Emocje negatywne mogą być jednak wywołane nie tylko rzeczywistym czy domniemanym stanem, w którym ktoś nam przeszkadza, a w każdym razie drażni nas swoimi cechami, poglądami, sposobem myślenia lub postępowania. Mogą również wynikać z irytacji z powodu „przeglądania się w lustrze”. A wtedy stanowią dziwną mieszankę uczuć: potrzeby stłumienia własnych kompleksów, rozładowania napięcia i przywrócenia równowagi, chęci ulżenia sobie, tudzież projekcji polegającej na tym, że swoje własne cechy, które mi doskwierają, przypisuję innym – i na tej zasadzie łatwiej i gorliwiej je piętnuję, potępiam czy wyśmiewam.
Tendencyjna krytyka (zwłaszcza taka, w której „odwracamy kota ogonem”) bywa również praktycznym zastosowaniem zasady „najlepszą obroną jest atak”, w sytuacjach, gdy potrzebujemy usprawiedliwienia dla własnych błędów, a jeszcze chętniej wykrętu od kary.
Samoobrona. Celem takiej krytyki jest nie poprawienie czegoś, nawet nie pogrążenie kogoś, lecz tylko oczyszczenie samego siebie.

Nie mniej popularnym motywem krytyki napastliwej, zwłaszcza małostkowej, jest szukanie okazji i pretekstu do porównania i kontrastu na własną korzyść, nie tylko pod pozorem bezinteresownego komentarza do sprawy, a pośredniego tylko sugerowania, że ja wiem, jak to powinno wyglądać, przebiegać, ja jestem mądrzejszy, lepszy, sprawniejszy, ale również na zasadzie bezpośredniego porównywania się z kimś ocenianym i „bezpiecznego gdybania”
Podkreślanie własnych zalet. Tylko o siebie zabiegam, gdy wytykam czyjeś wady po to, by zwrócić uwagę na własne zalety.
Wywyższanie się. Bardzo nieczysta jest intencja krytyki, gdy jej motorem jest potrzeba znaczenia, wywyższanie się czyimś kosztem. „Ja bym to zrobił lepiej, ja umiem, ty nie umiesz, ja wiem, ty nie wiesz, ja mam prawo ciebie łajać, ty nie masz prawa mi odpowiadać!” Trzeba powtórzyć, że zadowolenie krytykującego jest zawsze podejrzane, a im ono jest większe, tym mniej skuteczna jest sama krytyka.
„Mniej skuteczna” jest oczywiście wtedy, gdy intencja jest wewnętrznie sprzeczna, mieszana i dwuznaczna (chęć spowodowania poprawy w konflikcie z własną próżnością, przemądrzałością, chęcią licytacji, potrzebą samochwalstwa). Natomiast bardzo skuteczna jest z punktu widzenia takiego złośliwca, któremu nie zależy na tym, aby cokolwiek poprawić, ulepszyć, ale na tym, by czyjaś porażka (rzeczywista czy pozorna) przyniosła mu korzyść.

Mirosław Karwat. Fragment książki „O złośliwej dyskredytacji”
Odpowiedz
#2
Poproszę o wyjasnienie celu tego wykładu.
Albo Pani pomyliła katedry albo ja forum.
Odpowiedz
#3
W ostatnim powyborczym czasie spotykam się z dość zajadłą i nieprzebierającą w słowach krytyką skierowaną pod adresem byłej rady gminy, a w sposób szczególny pod adresem mojej osoby. Krytyka rozpoczęta na potrzeby kampanii wyborczej przez zupełnie do tego nieuprawnionych mieszkańców Stargardu: panów M. Przysiwka i D. Urbańczyka kontynuowana jest cały czas przez członkó i sympatyków „Dobrej Jakości 3E”.
Podejmując się pełnienia funkcji społecznej należy się liczyć z tym, że wyborcy mają wobec tych osób bardzo różne oczekiwania i nie zawsze będą zadowoleni z ich pracy co wyrażą przy urnach wyborczych. Właśnie tak stało się w ostatnich wyborach samorządowych. Wyborcy dali wyraz swojemu niezadowoleniu, a ja i moi koledzy i koleżanki z rady gminy przegraliśmy przyjmując porażkę z pokorą i nie kwestionując jej wyników. Jednakże tendencyjne przedstawianie faktów oraz oskarżenia i obelgi ( cyt. piętnastu nieudaczników, zbrodnicza działalność, gangsterka finansowa) padające z ust obecnego wójta p. M. Przysiwka i powtarzane przez niektórych jego wyznawców przy każdej z możliwych okazji zmuszają mnie do tego, żeby zabrać głos i powiedzieć stanowcze : BASTA! Nie można godzić się na rzeczywistość, w której, w imię źle pojętej wolności oraz interesu publicznego oskarża się, pomawia i obraża innych tylko po to, by zbijać kapitał polityczny. Ta beznadziejna jakość pojawiła się w naszej gminie w trakcie kampanii wyborczej i trwa niestety do dziś.
Krytyka jest składnikiem oraz formą opinii, recenzji i oceny. Może mieć pozytywny i twórczy wymiar pod warunkiem, że nie zmieni się w ordynarne, złośliwe krytykanctwo, które służy tylko jednemu: pokazując jak było źle, zawsze będzie można usprawiedliwić niedotrzymanie obietnic wyborczych tym, że trzeba było zaczynać budowę gminy od początku i że brakło czasu na ich realizację w okresie kadencji.

1. Przyjmuję wszelką krytykę mojej pracy w Radzie Gminy Kobylanka, ale od moich wyborców, a nie od mieszkańców Stargardu, Warzymic itp.

2. Pomimo tego, że nazwano nas nieudacznikami, gangsterami i zbrodniarzami, to zarówno do mnie jak i do byłych radnych zwrócono się z propozycją zaangażowania się w II turę wyborów i poparcia „Dobrej Jakości”. Wszyscy odmówiliśmy. I chyba to jest nasz najpoważniejszy błąd. Z tych 15 nieudaczników trzech znalazło się w obecnym składzie rady gminy. O ich poparcie również bardzo się zabiega, a na opornych szuka się haka wychodząc chyba z założenia, że „dobrze podłożona świnia to najlepszy przyjaciel człowieka”.

3. Wyborcy rozliczyli mnie i radę bardzo srogo, lecz trochę niesprawiedliwie, bo rozliczono nas nie tylko z kompetencji rady gminy, ale również z kompetencji wójta, skarbnika, urzędu gminy oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej. A tak naprawdę kompetencje rady są bardzo ograniczone, a radni wykonują swój mandat w oparciu o wiedzę jaką przekaże im wójt w swoich informacjach, sprawozdaniach bądź odpowiedziach na złożone interpelacje i zapytania. Radny nie ma prawa samodzielnie, z pominięciem procedury, pozyskiwać informacji np. bezpośrednio od urzędnika. O każdą informację, wyjaśnienie, zapytanie winien zwrócić się do wójta lub kierownika jednostki organizacyjnej. Nie łudźmy się, że wójt udzieli informacji, która będzie go w jakikolwiek sposób obciążać albo wykaże jego niedbalstwo, niekompetencję itp.
Musi upłynąć sporo czasu, aby radni nauczyli się ( a w obecnej radzie przeważają nowicjusze) „wyłapywać niuanse” realizowanej przez wójta gminnej polityki i jej finansów. To samo dotyczy funkcji kontrolnej rady gminy. Wyborcy powinni zdawać sobie sprawę z tego, że rada gminy, a w sposób szczególny komisja rewizyjna, są w stanie wypełnić tę rolę w takim zakresie , w jakim są do tego merytorycznie przygotowani. W obecnym składzie rady jest min. pielęgniarka, leśnik, strażak, policjant, pracownik poczty, kierowca, były wojskowy. Czy należy od nich wymagać, aby wnikliwie zanalizowali umowę kredytową, bilans, sprawozdanie finansowe lub skontrolowali realizację i rozliczenie dowolnej inwestycji dofinansowanej ze środków unijnych? Czy może bardziej uprawnione do tego są ograny nadzoru (RIO i Wojewoda) dysponujące wykwalifikowaną kadrą ? A może powinniśmy do rady powoływać wyłącznie fachowców, kandydatów ze specjalistyczną wiedzą: prawników, ekonomistów, urbanistów, przedsiębiorców itp. i wówczas podwyższyć poprzeczkę wymagań i odpowiedzialności. Dlaczego wójt i urząd gminy nie kwapią się, aby fachowo przeszkolić niedoświadczonych jeszcze radnych ?
Jak radni mają właściwie wypełniać swoje role jeżeli wójt nie informuje ich nawet o tym, że do budżetu gminy Kobylanka wpłynęła zupełnie niespodziewanie pokaźna kwota 3,6 mln złotych ? Czy za cztery lata znowu zapytamy: a gdzie była rada i jej przewodniczący?

4. W Art. 19 Ustawy o samorządzie gminnym napisane jest wyraźnie: „ Zadaniem przewodniczącego jest WYŁĄCZNIE organizowanie pracy rady oraz prowadzenie obrad rady”. Innych kompetencji przewodniczący rady nie posiada i moim zdaniem nie powinien ich nadużywać. Przewodniczący nie ma też żadnej zwierzchności nad pozostałymi radnymi. Rządzi tylko podczas obrad sesji. W pozostałym zakresie przewodniczący ma takie same prawa i obowiązki jak każdy radny. Przewodniczący rady nie ma też żadnego prawa do samodzielnego podejmowania jakichkolwiek decyzji dotyczących gminy. Może to robić wyłącznie rada gminy jako organ kolegialny, w postaci uchwał podejmowanych w sposób przewidziany prawem. Dodam też, że uchwały dotyczące zaciągania przez gminę zobowiązań finansowych ( kredytów, pożyczek) podejmuje się bezwzględną większością głosów. Pozostawiając moim wyborcom prawo do własnej oceny, mogę tylko powiedzieć, że z roli przewodniczącej – a więc organizacji pracy rady i prowadzenia obrad - starałam się wywiązać najlepiej jak potrafiłam. Podobnie jak z roli radnej – moim celem zawsze było dobro gminy, w której mieszkam od urodzenia. Z perspektywy czasu można dyskutować o słuszności takich czy innych rozwiązań, ale nie pozwolę, by zarzucano mi celowe działanie na szkodę naszej gminy.

5. Przez ostatnie 12 lat reprezentowałam w radzie gminy mieszkańców miejscowości Kobylanka. W tym czasie w Kobylance zostało zrobione:
• Całkowita kanalizacja miejscowości
• Modernizacja ulicy Szczecińskiej (kanalizacja burzowa, nowe chodniki)
• W porozumieniu z Zarządem Dróg Wojewódzkich - kompleksowa modernizacja ulicy Szkolnej ( kanalizacja burzowa, nowa nawierzchnia, nowe chodniki po obu stronach jezdni, nowe nasadzenia drzew)
• Chodnik na Osiedle Zalesie
• Modernizacja ulic: ks. P. Głogowskiego ( budowa nowej nawierzchni wraz z oświetleniem), część ul. Jeziornej i 8 marca
• W porozumieniu z Zarządem Dróg Powiatowych – modernizacja ulicy B.Chrobrego ( nowa nawierzchnia, nowy chodnik, kanalizacja burzowa)
• Włączenie Osiedla Zielonego do gminnej sieci wodociągowej i kanalizacyjnej
• Plac zabaw oraz wielofunkcyjne boisko sportowe przy Szkole Podstawowej w Kobylance
• Remont GOK ( budowa przyłącza gazowego wraz z wymianą wewnętrznej instalacji grzewczej, wymiana okien, instalacja systemu alarmowego)
• Powiększenie i modernizacja cmentarza komunalnego w Kobylance
• Ścieżka rowerowa
• Modernizacja oświetlenia ulic (wymiana lamp sodowych na energooszczędne oraz zwiększenie ilości punktów świetlnych)
• Remont budynku Urzędu Gminy
• Budowa budynków komunalnych ( koszt ok. 1,2 mln. zł. Mieszkają tam 4 rodziny, które wpłacają do gminy należny czynsz)
• Plac Zgody ( koszt ok. 500 tys. zł o czym RG nie została poinformowana w odpowiednim czasie, by móc wycofać się z tej inwestycji)
• Osobiste zaangażowanie w sprawy dotyczące: natężenia ruchu TIR-ów na ulicach Kobylanki, biogazowni ( w tym jak najszybszego przystąpienia do planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu i odpowiednich zapisów w Studium), opieki lekarskiej, udostępnienia GOK dla młodzieży.

Pozostałych inwestycji dotyczących innych miejscowości ( a jest ich wiele) nie wymieniam, bo zostało to szczegółowo przedstawione w kampanii wyborczej.

6. Na koniec chcę się odnieść do zarzutu, jaki skierowano pod moim adresem na antenie Radia Szczecin, który mniej więcej brzmiał tak: „ a pani Rybarczyk razem z panem Kaszubskim zadłużyli gminę i doprowadzili ją na dno” .
Szanowni Państwo, byłam radną przez trzy kadencje (2002-2014), gdy urząd wójta sprawował najpierw p. Przysiwek a następnie p. Kaszubski. Gdy z urzędu odchodził p. Przysiwek gmina Kobylanka była na 4 miejscu pod względem zadłużenia ( pomimo tego, że wtedy wierzytelności, a były takowe, nie były brane pod uwagę przy obliczaniu wskaźników zadłużenia). Dziś, gdy na wysokość wskaźników wpływają również wierzytelności, nasza gmina jest również na 4 miejscu. W ciągu tych 12 lat ( na wniosek i uzasadnienie wójta Przysiwka jak i wójta Kaszubskiego), wspólnie z pozostałymi radnymi głosowałam za wyrażeniem zgody na zaciąganie przez gminę zobowiązań finansowych tj. kredytów i pożyczek (min. ok. 6 mln zł na promenadę wraz z muszlą koncertową i molo, które spłacamy do dziś). Decyzjom tym towarzyszyło zawsze przekonanie, że podejmuję słuszną decyzję, której efektem będzie nowa infrastruktura służąca przede wszystkim mieszkańcom naszej gminy. Regionalna Izba Obrachunkowa zawsze wydawała pozytywną opinię do tych uchwał ( bez tego żaden bank nie udzieli kredytu). Na każdej umowie zawieranej z bankiem musi znaleźć się podpis skarbnika gminy. To właśnie skarbnik gminy swoim podpisem pod umową na zaciągnięcie kredytu lub pożyczki potwierdza, że zabezpiecza spłatę wierzytelności w każdym roku budżetowym- zgodnie z harmonogramem spłat. Jeżeli skarbnik takiej możliwości nie widzi to nie powinien takiej umowy podpisać. Dodam tylko, że przez 12 lat mojej pracy w radzie gminy przez 9 lat skarbnikiem był p. Daniel Urbańczyk ( i właśnie wtedy gmina zaciągała największe zobowiązania) a przez 3 lata p. B. Opasińska.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości