Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Szkoła w Reptowie
#51
(15-10-2015, 08:42 )Alien napisał(a):
(14-10-2015, 09:12 )Julita_Pilecka napisał(a): Chciałabym nieśmiało zwrócić uwagę na fakt, że jest w gminie osoba odpowiedzialna tylko i wyłącznie za oświatę - pani wicewójt Janeczek. I to jest tak samo wymowne, jak protokół z kontroli kuratorium.

Chciałbym nieśmiało zwrócić uwagę...  Smile

Że za sprawy kadrowe w szkole odpowiedzialność ponosi wyłącznie dyrektor szkoły. To dyrektor powierza stanowisko wicedyrektora i inne stanowiska kierownicze w szkole, i to dyrektor z tych stanowisk odwołuje. Podobnie jak zatrudnia i zwalnia wszystkich pracowników szkoły. Jakakolwiek ingerencja organu prowadzącego (czy to Rady Gminy, czy Wójta) w te obszary byłaby naruszeniem prawa. 
Ale nie ma oczywiście żadnych przeciwwskazań, aby osoba odpowiedzialna za oświatę w gminie wsparła dyrektora szkoły swoją wiedzą i doświadczeniem. Oczywiście jeśli dyrektor o takie wsparcie poprosi.

Alien,
Pańska interpretacja mojego wpisu poszła zupełnie nie w tym kierunku… Sad

Proszę spojrzeć nań w kontekście kolejnych zdarzeń: 1. zapowiedzi zmiany dyrektora w Reptowie (gdzie obecna pani wicewójt „poległa” w konkursie pięć lat temu), 2. konkursu  - z komisją, w skład której weszli tacy wybitni specjaliści od oświaty jak skarbnik Urbańczyk i radny Ilnicki (choć naturalne wydawałoby się powołanie do niej najlepiej merytorycznie przygotowanej osoby – czyli pani wicewójt), 3. zniechęcenia jednej kandydatki do udziału w konkursie (*wyjaśnienie poniżej) przez pana wójta i panią wice, 4. niewyłonienia kandydata w konkursie (jakie były te „powody formalne” – nie wie nikt), 5. powołania pana Dubojskiego (mimo negatywnej opinii kuratorium i braku kwalifikacji do nadzoru pedagogicznego), 6. zmiany statutu (wygląda to tak, że trzeba było niejako „wstecznie” stworzyć stanowisko kierownicze, żeby móc powołać na wicedyrektora tego, kogo się chce powołać) oraz 7. wyrzucenia z pracy byłej dyrektorki (za co zapłacimy my wszyscy – czyli budżet gminy).

Czy uważa Pan, że decyzje kadrowe podjęte przez nowego dyrektora są jego własnym pomysłem? I czy to wszystko by się wydarzyło, gdyby wicewójtem od oświaty był ktoś niezwiązany w przeszłości ze szkołą w Reptowie?

* To fakt znany niewielu osobom. W konkursie chciała wystartować pani X. Ma wszystkie kwalifikacje, ale nie posiada uprawnień do nadzoru pedagogicznego. Poszła więc do wójta i pani wice, żeby zapytać, czy ma jakieś szanse i czy w ogóle jest sens składać papiery. Dowiedziała  się, że nie – bo wówczas potrzebny byłby wicedyrektor do nadzoru, a to są dodatkowe koszty dla gminy. W tej sytuacji pani X nie złożyła dokumentów.  Jak widać, te koszty przy innym kandydacie już nie miały znaczenia.
Odpowiedz
#52
Pani Julito (@Julita-Pilecka)

Już w moim wcześniejszym poście przyznałem się do nadinterpretacji wypowiedzi innych, a teraz zdarzyła mi się niedointrpretacja. Może to jakaś czasowa przypadłość... Wink Obiecuję poprawę. 

A poważnie. Po prostu odniosłem Pani post tylko do sytuacji opisanej wcześniej (kierownik świetlicy, jako inne stanowisko kierownicze w szkole) i "przyłożyłem" do tego obowiązujące przepisy. 

A teraz na temat ostatniego Pani posta: 
1. Takie zapowiedzi są nieodpowiednie, nieodpowiedzialne i nietaktowne. Nie służą one ani szkole, ani organowi. Organ prowadzący ma prawo kształtować politykę personalną (również na stanowiskach dyrektorów szkół), ale winien to robić tylko zgodnie z prawem i tylko w jak najlepiej pojmowanym interesie szkoły (uczniów). 
2. Oczywiście byłoby lepiej gdyby w komisji znajdowały się osoby, które o oświacie, zarządzaniu szkołami, edukacji i dydaktyce mają duże pojęcie, ale prawo niestety tego nie określa i daje organowi dużą dowolność. Natomiast udział zastępcy wójta odpowiedzialnego za oświatę mógłby, powtarzam mógłby (co do udziału samego wójta mam pewność) być powodem do zaskarżenia konkursu (organ lub reprezentujący go zastępca zatwierdzałby konkurs, w którym podejmował decyzję co do wyboru kandydata). 
3. Kandydatka nie powinna w ogóle zwracać się tej sprawie do organu*. Natomiast organ nie ma prawa na stosowanie takich działań, a jeśli stosuje takie metody (zniechęcanie kandydatów) nie powinien (IMHO) być organem, a nadto naraża się na odpowiedzialność prawną i zarzuty o brak etyki. 
4. Nie mamy pewności czy powodem niewyłonienia kandydata na dyrektora szkoły były względy formalne czy też nierozstrzygnięty wynik głosowania. 
5. Doszliśmy już wcześniej do wniosku, że opinia KO nie jest wiążąca, natomiast dyrektora niebędącego nauczycielem "wspiera" nauczyciel zajmujący inne stanowisko kierownicze w szkole. 
6. Jeśli zmiana statutu była konieczna, to oczywiście można to było zrobić wcześniej (było na to sporo czasu) i w sposób nie budzący wątpliwości i nie stwarzający kontrowersji. 
7. Nie bardzo wiem, o której byłej dyrektorce Pani pisze i na czym to wyrzucenie polegało. Wiem natomiast, że rozwiązanie stosunku pracy z nauczycielem obwarowane jest wieloma warunkami, które trzeba absolutnie spełnić, aby to rozwiązanie było zgodne z prawem i aby nie stało się podstawą do skutecznego zaskarżenia tegoż rozwiązania stosunku pracy. 

* Widzi Pani, problemem takich zachowań jest to, że osoba potencjalnie zainteresowana nie ma nawet podstaw do ewentualnego odwołania się i walki o swój interes (inaczej w przypadku gdyby normalnie stanęła do konkursu). A dodatkowo, takie postępowanie utwierdza władzę w tym, że jest ona (ta władza) wszechwładna i nieograniczona. 

Szczerze powiedziawszy, trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski kto jest pomysłodawcą poszczególnych działań, jakie są ich przyczyny i komu one służą, ponieważ informacje są niepełne, niejednoznaczne i niepewne. Możemy się tego, z dużym prawdopodobieństwem, domyślać, ale głowy za to nie damy. 
Informacje pełne, jednoznaczne i pewne (dokumenty, protokoły, wydruki) jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić (często podobnie) bez większego wysiłku. 

IMHO 
Oczywiście to co się dzieje w gminie (w sferze oświaty, bo tą sferę obserwuję) wydaje się być dużą niefrasobliwością (eufemizm użyty z pełną świadomością i determinacją). 
Zastanawiające jest to, że skupia się to tylko na jednej placówce (Reptowo). Zauważam też, że o ile opisujemy i komentujemy intensywnie, to co się w ZSP dzieje w okresie od czerwca br., o tyle szkoła ta (ale też władza odpowiedzialna za tę szkołę) zaczęła być na świeczniku od momentu odwołania dyrektora w 2010 roku i powierzenia tej funkcji (też w dziwnych okolicznościach) kolejnej osobie. Może tam trzeba szukać genezy zdarzeń dzisiejszych.
Odpowiedz
#53
(16-10-2015, 19:42 )Alien napisał(a): Zauważam też, że o ile opisujemy i komentujemy intensywnie, to co się w ZSP dzieje w okresie od czerwca br., o tyle szkoła ta (ale też władza odpowiedzialna za tę szkołę) zaczęła być na świeczniku od momentu odwołania dyrektora w 2010 roku i powierzenia tej funkcji (też w dziwnych okolicznościach) kolejnej osobie. Może tam trzeba szukać genezy zdarzeń dzisiejszych.

Touché!
Odpowiedz
#54
(16-10-2015, 19:42 )Alien napisał(a): Już w moim wcześniejszym poście przyznałem się do nadinterpretacji wypowiedzi innych, a teraz zdarzyła mi się niedointrpretacja. Może to jakaś czasowa przypadłość... Wink Obiecuję poprawę. 

Pożyjemy, zobaczymy... Big Grin Big Grin

1. Takie zapowiedzi są nieodpowiednie, nieodpowiedzialne i nietaktowne.
2. Natomiast udział zastępcy wójta odpowiedzialnego za oświatę mógłby, powtarzam mógłby (co do udziału samego wójta mam pewność) być powodem do zaskarżenia konkursu.
3. Kandydatka nie powinna w ogóle zwracać się tej sprawie do organu*.
4. Nie mamy pewności czy powodem niewyłonienia kandydata na dyrektora szkoły były względy formalne czy też nierozstrzygnięty wynik głosowania. 
5. Doszliśmy już wcześniej do wniosku, że opinia KO nie jest wiążąca.
6. Jeśli zmiana statutu była konieczna, to oczywiście można to było zrobić wcześniej (było na to sporo czasu) i w sposób nie budzący wątpliwości i nie stwarzający kontrowersji. 
7. Nie bardzo wiem, o której byłej dyrektorce Pani pisze i na czym to wyrzucenie polegało. Wiem natomiast, że rozwiązanie stosunku pracy z nauczycielem obwarowane jest wieloma warunkami, które trzeba absolutnie spełnić, aby to rozwiązanie było zgodne z prawem i aby nie stało się podstawą do skutecznego zaskarżenia tegoż rozwiązania stosunku pracy. 

IMHO 
Zastanawiające jest to, że skupia się to tylko na jednej placówce (Reptowo). Zauważam też, że o ile opisujemy i komentujemy intensywnie, to co się w ZSP dzieje w okresie od czerwca br., o tyle szkoła ta (ale też władza odpowiedzialna za tę szkołę) zaczęła być na świeczniku od momentu odwołania dyrektora w 2010 roku i powierzenia tej funkcji (też w dziwnych okolicznościach) kolejnej osobie. Może tam trzeba szukać genezy zdarzeń dzisiejszych.
A co do reszty (przepraszam za samowolkę w skróceniu punktów w Pana wypowiedzi, ale coś mi tu nie działa jak trzeba, bo nie mogę zmieścić posta):
1. Zgadza się. Gdyby były zapowiedzi, że we wszystkich szkołach naszej gminy będą organizowane obiektywne konkursy na dyrektorów, nie można byłoby mieć żadnych zastrzeżeń. A tu, nie dość, że mowa o zmianie, nie o konkursie, to jeszcze tylko o jednej szkole.
2. Przyznam, że też nie mam pewności w tym względzie, ale raczej wątpię, by mogło to być powodem do zaskarżenia konkursu.
3. Może i nie powinna. Ale postąpiła zwyczajnie, chciała rozeznać się w sytuacji, czy warto w ogóle podejmować wysiłek. Dla mnie to zrozumiałe, bo start w konkursie na dyrektora szkoły to nie tylko zgromadzenie i złożenie wszystkich "papierków", ale też napisanie programu - wizji rozwoju szkoły.
4. Mamy. http://kobylanka.pl/userupload/Uzasadnie...eptowo.pdf
5. Doszliśmy, i owszem. Jednak powtórzę to, co napisałam już wcześniej: opinie powinny skłonić organ do głębszej refleksji. Nie skłoniły, wręcz przeciwnie - organ sam powiedział, że nic dla niego nie znaczą.
6. Ano właśnie.
7. O dyrektor Sikorskiej. Opis wydarzeń w naszej gazecie (jutro po południu już powinna być w sprzedaży w Kobylance, a jak nie, to w poniedziałek najpóźniej). Pokrótce: została poinformowana, że jej umowa jest nieważna (bo podpisał ją wójt Kaszubski) i następnego dnia ma nie przychodzić do pracy. Kiedy mimo wszystko przyszła, została ze szkoły wyproszona. IMHO zaskarżenie będzie skuteczne jak sto diabłów.
Końcówkę Pana wypowiedzi już Piotrek podsumował jednym celnym słowem, więc pozostaje mi tylko się pod tym podpisać Smile
Odpowiedz
#55
Cytat:Alien 
2. Natomiast udział zastępcy wójta odpowiedzialnego za oświatę mógłby, powtarzam mógłby (co do udziału samego wójta mam pewność) być powodem do zaskarżenia konkursu.


Julita_Pilecka
2. Przyznam, że też nie mam pewności w tym względzie, ale raczej wątpię, by mogło to być powodem do zaskarżenia konkursu.

Teraz krótko, tylko na temat pkt. 2.  

Jak wspominałem nie mam pewności co do zastępcy wójta. Zależne by to było od treści udzielonych pełnomocnictw, zamocowania w strukturze organizacyjnej takiego zastępcy no i od indywidualnej oceny sądu. 

WSA we Wrocławiu z 6 listopada 2012 r. (Sygn. akt  IV SA/Wr 649/12).
NSA z 14 maja 2013 r. (Sygn. akt I OSK 324/13)
WSA we Wrocławiu z 18 grudnia 2014 r., (Sygn. akt IV SA/Wr 824/14)
WSA w Olsztynie z 5 listopada 2013 r. (Sygn. akt II SA/Ol 736/13 ) i z 13 listopada 2013 r. (Sygn. akt II SA/Ol 822/13) 
Odpowiedz
#56
Cytat:Julita_Pilecka
7. O dyrektor Sikorskiej. Opis wydarzeń w naszej gazecie (jutro po południu już powinna być w sprzedaży w Kobylance, a jak nie, to w poniedziałek najpóźniej). Pokrótce: została poinformowana, że jej umowa jest nieważna (bo podpisał ją wójt Kaszubski) i następnego dnia ma nie przychodzić do pracy. Kiedy mimo wszystko przyszła, została ze szkoły wyproszona. IMHO zaskarżenie będzie skuteczne jak sto diabłów.

Parę słów na temat pkt. 7. 

Nie znam oczywiście szczegółów, ale nie widzę żadnych przeciwwskazań, aby stosunek pracy zawierany z nowowybranym dyrektorem (który nie był przed wyborem pracownikiem danej szkoły) potwierdził swoim podpisem wójt gminy. Wynika to z art. 36a ust. 1 w związku z art. 5c pkt. 2 UoSO. Warunkiem jest jednak, aby stosunek pracy zawarty był z jednostką organizacyjną, a więc w tym wypadku ze szkołą.
Odpowiedz
#57
Czy stanowisko dyrektora było dozgonne? Smile
Dlaczego ogłoszono konkurs na dyrektora? Czy nie dlatego, że umowa z poprzednim dyrektorem wygasała w jakimś konkretnym terminie? Czy to nie jest tak, że jeśli na stanowisko  dyrektora jest wybrany nauczyciel spośród grona danej szkoły, po wygaśnięciu  kadencji dyrektora (umowy/kontraktu) nauczyciel wraca na poprzednie stanowisko? A w wypadku, kiedy nie zaistniała taka sytuacja a umowa nie została przedłożona,  były dyrektor nie ma podstaw świadczenia pracy jako nauczyciel z tej prostej przyczyny,że nikt( tzn. nowy dyrektor placówki) najzwyczajniej nie zawarł nowej umowy?
 A sądy? Cóż, wszystko dla ludzi.
W całej tej historii jest jeden prawdziwy bohater. Pani Aniu: chapeau bas!  


I jeszcze jedna refleksja.
Pamiętam ŚP Dyrektora Płauszewskiego. Człowieka - duszę. Jemu nie przyszłoby do głowy, żeby siać ferment, zastraszać rodziców i biegać po sądach. Nie przypominam sobie również aby po zakończeniu pracy dyrektorskiej Pani Owczarek w jakiś szczególny sposób utrudniała pracę nowej dyrektorce (zawsze służyła pomocą, doświadczeniem i do dziś jest przykładem prawdziwego, ludzkiego DYREKTORA). W szkole było biednie, ciasno ale wszyscy sobie pomagali. A i Pani Janeczek nie toczyła bitew po zakończeniu pracy jako dyrektor. To tez jest kwestia klasy i szacunku do ludzi.
Odpowiedz
#58
Alien,
Szukałam dość usilnie informacji na temat zawierania umowy z nowym dyrektorem, który wcześniej pracował w innej szkole, bo UoSO tego nie reguluje w sposób jednoznaczny. Większość jest zdania, że ponieważ dyrektor odpowiada za sprawy kadrowe, zatrudnia i zwalnia pracowników, to on właśnie powinien podpisać umowę z nowym dyrektorem. Generalnie jest to dość logiczne, bo przecież ten nowy zaczyna pełnić funkcję od 1 września, a stary kończy ją 31 sierpnia. Tylko co w sytuacji, gdy stary dyrektor nie podpisze umowy? Ot tak, "po złości" i odejdzie sobie w siną dal? Głowę daję, że takich sytuacji jest wiele w naszym kraju. Tak więc sądzę, że argument nieważności umowy z powodu podpisania jej przez wójta nie będzie przez sąd uznany. A dochodzi do tego jeszcze aspekt "winy" - pracownik nie jest przecież winny temu, że (ewentualnie) jego umowa była nieważna. O sposobie jej "rozwiązania" już nawet nie wspominając. Wróżę, że gmina przegra tę sprawę z kretesem.

bent,
Czy stanowisko dyrektora było dozgonne? [Obrazek: smile.png]

Nie było i nikt nie twierdzi, że było.

Dlaczego ogłoszono konkurs na dyrektora? Czy nie dlatego, że umowa z poprzednim dyrektorem wygasała w jakimś konkretnym terminie? Czy to nie jest tak, że jeśli na stanowisko  dyrektora jest wybrany nauczyciel spośród grona danej szkoły, po wygaśnięciu  kadencji dyrektora (umowy/kontraktu) nauczyciel wraca na poprzednie stanowisko? A w wypadku, kiedy nie zaistniała taka sytuacja a umowa nie została przedłożona,  były dyrektor nie ma podstaw świadczenia pracy jako nauczyciel z tej prostej przyczyny,że nikt( tzn. nowy dyrektor placówki) najzwyczajniej nie zawarł nowej umowy?

Trzeba rozróżnić dwie sprawy - umowę o pracę i powierzenie stanowiska dyrektora. Jeżeli nauczyciel pracuje w danej szkole, ma normalną umowę o pracę na czas nieokreślony i wygrywa konkurs na dyrektora, to po prostu zmieniają się warunki istniejącej umowy - dostaje dodatek funkcyjny, zmienia się pensum itp. na czas bycia dyrektorem. Kiedy kończy się kadencja i organ prowadzący mu jej nie przedłuży na kolejne pięć lat (a ma taką możliwość), zaś konkursu nie wygra, wówczas jego umowa wraca do warunków takich, jak na początku (czyli staje się znów zwykłym nauczycielem).
Ale nie zawsze dyrektor wywodzi się z grona danej szkoły, tylko przechodzi z innej - tak jak to się zdarzyło w Reptowie w 2010 r. I ta nowa szkoła zawiera z nim umowę o pracę (tak jak z normalnym nauczycielem), uwzględniając dodatek funkcyjny itd. Ta umowa może być na czas określony, czyli kadencję - i jak się skończy, to się skończy i już. Ale może być też na czas nieokreślony - i tak było w przypadku pani Sikorskiej. Skoro więc miała umowę na czas nieokreślony, po upływie kadencji powinna mieć wypowiedziane warunki w części dotyczącej funkcji dyrektora, a reszta pozostać bez zmian. Nie można zawierać nowej umowy, jeśli ma się już umowę na czas nieokreślony.
Zaś co do "toczenia bitew" - sytuacja pani Janeczek była całkiem inna niż pani Sikorskiej. Ta pierwsza po prostu wróciła na stanowisko nauczyciela (to ten pierwszy przykład umowy opisany powyżej), więc nie było o co toczyć bojów, ta druga natomiast została z dnia na dzień z pracy wyrzucona. Jak Pan by się zachował, gdyby w poniedziałek przyszedł Pan do pracy, a szef Panu powiedział, że Pańska umowa (na czas nieokreślony) jest nieważna i następnego dnia ma Pan do pracy nie przychodzić? Nie poszedłby Pan do sądu?
Odpowiedz
#59
@bent

Chciałem już pisać, że stosunek pracy mógł być zawarty na czas określony i wtedy kończy się on z końcem okresu, na jaki został zawarty, ale pani Julita (@Julita_Pilecka) zdążyła już napisać, że był to stosunek pracy zawarty na czas nieokreślony. 
Jak było naprawdę - nie wiem. Prawdę powiedzą tylko dokumenty. 


@Julita_Pilecka

Z tym zatrudnianiem, o którym Pani napisała wszystko się zgadza. Podpisanie potwierdzenia zawartego z nowym dyrektorem stosunku pracy przez wójta jest sytuacją wyjątkową, ale akceptowalną, co potwierdza utrwalona linia orzecznicza. Nie ma ustawy, w której zapisano by to expressis verbis, niemniej stosuje się (niejako pomocniczo) przepis, o którym wspominałem wcześniej. 

Rozwiązywanie stosunku pracy, oświadczenia składane w tej sprawie i ewentualne roszczenia pracownicze, to osobny temat. I jeśli nie ma się pełnych i pewnych wiadomości, lepiej nie prowadzić spekulacji. 


W temacie, który z byłych dyrektorów był czy jest bardziej poszkodowany, jaka była czy jest ich sytuacja po odejściu ze stanowiska: 
Nie wiem jakie były fakty, bo historię znam z opowieści, ale zdaje się, że w roku szkolnym 2010/2011, po objęciu stanowiska dyrektora przez panią M.S., sytuacja w pracy poprzedniego dyrektora pani L.J. już jako nauczyciela nie była zbyt komfortowa. I zdaje się, że pani M.S. szczególnie się do tego przyczyniła. Ale powtórzę: wiadomości mam z drugiej ręki.

Cytat:Alien
4. Nie mamy pewności czy powodem niewyłonienia kandydata na dyrektora szkoły były względy formalne czy też nierozstrzygnięty wynik głosowania. 

Julita_Pilecka
4. Mamy. 
http://kobylanka.pl/userupload/Uzasadnie...eptowo.pdf

Pani Julito (@Julita_Pilecka)

Ad pkt 4.

Pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu zalinkowanego pisma, to jego "spektakularna" forma. Człowiek zaczyna się zastanawiać czegóż to autor takiego pisma bardzo nie chciał napisać, pisząc takie pismo... ;-) 

Kolejna rzecz, to zdziwienie, że wszystkie cztery osoby, startujące w konkursie nie spełniły warunków formalnych. Epidemia jakaś, czy coś... ;-) 

Ale jest coś, co wynika po trosze z samego pisma, a odrobinę z wiadomości na forum. I o ile pismo można uznać za pewnik, o tyle część wiadomości z forum, to tylko domysły, spekulacje i informacje zasłyszane, zatem moje spostrzeżenie też może okazać się tylko spekulacją. A więc: 
Obecny dyrektor został dyrektorem ZSP w trybie pozakonkursowym jako osoba niebędąca nauczycielem. Ale jak wieść niesie, że pracuje w innej szkole na stanowisku nauczyciela, posiadając (i to są własnie te niesprawdzone wiadomości) stopień awansu zawodowego nauczyciela kontraktowego. Innymi słowy, jest nauczycielem w rozumieniu ustawy KN. 
Stopień awansu zawodowego nauczyciela kontraktowego nie pozwala na zajmowanie stanowiska dyrektora szkoły (wymagania wynikające z UoSO - mianowany lub dyplomowany). Zatem powierzenie stanowiska dyrektora takiej osobie, jako osobie niebędącej nauczycielem (nawet jeśli spełnia wymagania) jest, w mojej opinii, co najmniej obejściem, jeśli nie naruszeniem prawa.
Odpowiedz
#60
Racja! Nie znamy faktów. I to jest pewne.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości