Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
słowa między zdaniami
#1
Ciągle się czegoś uczę. Czasem mnie coś zaskakuje. Jak nowy numer Czasu Kobylanki. Większa część papieru posłuży mi później w pewnych użytecznych technicznie celach. Na razie jeszcze poczeka z uwagi na pierwszy na łamach tej gazety artykuł naszego proboszcza. Fajnie. Ja lubię różnorodność. Nie obraziłabym się, gdyby ksiądz proboszcz publikował swoje niedzielne kazania w Hyde Parku. Nie obraziłabym się nawet, gdyby w Hyde Parku publikował ktoś z zupełnie innej bajki.
Czytałam ten artykuł trzy razy. Specjalnie. Bo gdyby nie jeden akapit, który do reszty nie pasuje, artykuł byłby gładkim tekstem w ogólnym stylu. Coś tam proboszcza jednak wierciło i wcisnął te słowa między zdaniami. Może to jednak przypadek. Może tylko ja tak to czytam. To też możliwe.

Babcia opowiadała, jak po wojnie księdza do kościołów w parafii trzeba było wozić wozem. To był prestiż. Tylko dobry gospodarz mógł wozić księdza. Był przez to bardziej szanowany. O przywilej wożenia księdza rywalizowano, trwały małe wojenki, zawiązywano sojusze, wybuchały kłótnie. Jak to na wsi, zanim wynaleziono internet i pozakładano różne fora. Władza, jak to ma zawsze w zwyczaju, wprowadziła sprawiedliwość społeczną, czyli wszystko popsuła. Pojawił się grafik. Czar prysł. Prestiż zamienił się w obowiązek, potem stał się ciężarem. Uwolnienie się od przymusu wożenia księdza było zatem przejawem zaradności. To samo działo się w kobiecym świecie. Tylko trwało dużo dłużej i bez udziału władz. Panie sprzątały kościół. Ja też chodziłam sprzątać razem z babcią i mamą jak wypadała nasza kolej. W kobiecym świecie, oprócz rywalizacji i prestiżu, które wcale nie są na pierwszym miejscu, jest też potrzeba tworzenia więzi, dbałość o dobro wspólne, a także, co ważne, by czuć się potrzebną. Gdy poczuły, że nie są potrzebne, sprzątanie się skończyło. Pamiętam również dziecięce przepychanki o to, kto będzie trzymał wstążki na Boże Ciało. A także obserwuję spadające liście z lip i kasztanów koło kościoła. Dawniej rodzice komunijnych dzieci karnie stawiali się z grabkami by na Wszystkich Świętych na trawie nie było ani jednego listka. W tym roku i owszem było sprzątanie. Przypominało jednak raczej gminny festyn. Zabrakło chyba tylko ogniska i kiełbasek. Też dobrze. Miło wspólnie razem spędzony czas.
Co ma sprzątanie liści do wiary? Nic nie ma. To nie przejaw wiary tylko zachowań społecznych i działania dla wspólnego dobra. Czy wiara naszych furmanów zmieniła się po ustaleniu grafiku? Zmienił się sposób podążania za przykazaniami z Pisma Świętego i fundament pobożności? Pewnie że nie.

Ksiądz Paczos w wykładzie o Bogu (znajdziecie link gdzieś we wcześniejszych postach) mówił, że nie ma już takiego Boga kolesiowskiego. Takiego jak znamy ze świętych obrazków - starszego pana w białej sukience z długimi białymi włosami i brodą, siedzącego na złotym tronie w chmurkach. Dziś ten widoczek przypomina raczej czarodzieja Gandalfa z filmu o hobbitach niż to, co jest podstawą wiary. Chcesz czy nie, dojrzałeś czy nie, osiemnaście lat masz, więc jesteś dorosły. I nie ma już Pana Boga Ojca podobnego do Gandalfa. Wydoroślej. Tamto było w innym milenium.
Przestawiamy radio na inną rozgłośnię. Pięciolinia ta sama, jest klucz wiolinowy, te same nuty, ten sam fortepian, nawet grający ten sam, tylko rytm się zmienił https://www.youtube.com/watch?v=S75gYhOD...jM&index=2
Czy nie to powiedział i zrobił Papież Franciszek zanim pierwszy raz pokazał się w oknie?

Tamte kazaniowe słowa-klucze z poprzedniego tysiąclecia nie działają. Wpadają jednym uchem, wypadają drugim, wywołując przy okazji pewien rodzaj bezmózgu i stan u słuchającego podobny do lekkiej katatonii. Nic nie rozumiemy. Można gadać i gadać wielogodzinne kazania. Nie rabotajet. Dlatego tacy kaznodzieje jak o. Szustak są tak słuchani. Mówią wprost. Jak twój kolega z podwórka. Czy zmieniają coś w fundamencie wiary? Nie. To dalej jest ten sam betonowy dogmat, tylko podany w innym rytmie. W końcu trafia. Ale też nie do wszystkich. Trzeba jeszcze chcieć słuchać.

i jeszcze jeden ważny element. Spójność. Nawet jak kaznodzieja mówi te wszystkie rzeczy z którymi się nie zgadzacie, to w nie wierzy i tak postępuje. I to jest autentyczne. Możesz mieć poglądy inne o 180 stopni i ani jednej wspólnej części, ale rozumiesz. "OK. Se miej ojcze poglądy jak chcesz. Szanuję, że masz poglądy i autentycznie w nie wierzysz. Ja żyję na swojej planecie Ziemi, ty na swojej planecie Ziemi i obydwoje żyjemy na jednej planecie Ziemi, chociaż nasze planety się nie stykają. Nawet nie istnieją w tym samym wymiarze." Ale rozumiesz jakie ma poglądy. Zrozumiałeś, bo w końcu zatrzymało się między uszami. Nawet jak się z nimi kompletnie nie zgadzasz.
Ksiądz Głogowski był spójny. Widział w ludziach i dobro i tą ludzką ułomność. Sam też taki był. Zamiast straszyć piekłem pokazywał Ewangelię. Ja nie pamiętam, by ks Głogowski kiedykolwiek na kazaniu mówił o polityce. Inni tak. On o Ewangelii. Potem już naiwnie - wiadomo wiek. Chyba, że to tylko moje wspomnienia. Możliwe. Ale to przecież było w innym tysiącleciu.
Można też niespójnie. Słowa trafiają, działania nieszczególnie. Albo odwrotnie. Jak ks Międlar. Pamiętacie ten szum w TVNie i Onecie, Newsweeku? A czy ktoś z Was przesłuchał kazanie, o które był taki krzyk? Oj, można się zdziwić. Załączam link https://www.youtube.com/watch?v=flODKSBcHUU Świat nie dorósł do kazania, czy ksiądz do własnych słów? Skończyło się tak, jak u młodych ludzi w tym wieku. Nurt zmył. Trzeba było słuchać księdza Isakowicza. Teraz jest tylko kościelny alexjons. Spójnie jest, tylko że to już nie są kazania.
Przykłady można mnożyć, tylko po co?

Poczytajcie własnego proboszcza.

Dziękuję księdzu proboszczowi za ten akapit.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości